Był
ciemny, deszczowy wieczór. Co jakiś czas nieprzeniknioną ciemność rozświetlały
błyskawice. W oddali było słychać pojękiwania jakiegoś kota. Anabel kroczyła
sprężystym krokiem nie rozglądając się na boki. Tuż za nią sunął ciemny cień,
co chwilę chowający się za budynkami.
Anabel odrzuciła na plecy swoje śniażnobiałe włosy, światło księżyca odbijało się w nich tworząc nieziemską aurę. W oczach błyskały niebezpieczne ogniki sprawiając, że miały barwę zimnego oceanu. Nagle wyciągnęła z cholewy buta sztylet i z nadludzką szybkością odwróciła się w stronę skradającego się cienia.
Błysnęły kły i zimny metal. Na piękną twarz Anabel trysnęła ciepła krew brudząc jej piękne włosy. Usta rozciągnęły się w strasznym uśmiechu, gdy zatapiała swe kły w jeszcze pulsującej aorcie oprawcy.
~.~.~.~.~.~.
W ciemnym pokoju słychać było tykanie starego zegara. Na łóżku skąpanym w blasku księżyca leżała dziewczyna w skórzanym stroju i wysokich butach. Grzywa rudych, bujnych włosów rozsypywała się na poduszce. Długie rzęsy kładły cienie na jej alabastrowej skórze. Jej równomierny oddech słychać było w pogrążonym w ciszy pokoju.
Gdzieś na korytarzu trzasnęły drzwi. Na schodach słychać było szybkie kroki, stukot wysokich obcasów i cichy oddech. Rosalie bezszelestnie znalazła się przy ścianie, ściskając w dłoni sztylet. Drzwi otworzyły się z impetem. Zalśnił metal, feria barw starła się ze sobą.
- Rose! Co Ty do cholery robisz? - piękny głos sprowadził ją do rzeczywistości.
- Anabel! Co Ty tu robisz? - Rosalie rzuciła się w objęcia drugiej dziewczyny.
- A jak myślisz? Miasto się burzy. Już wysłali za nami szpiegów. Dzisiaj zabiłam trzech.
- Poczekaj. Chodź, usiądź. Wszystko mi powoli opowiedz - Rose skierowała się w stronę lodówki, wskazując przyjaciółce krzesło. - Napijesz się czegoś?
- Zrób mi drinka. Muszę wypłukać gardło z krwi, za dużo dziś jej wypiłam. - Anabel rozsiadła się wygodnie na krześle. Zarzuciła nogę na nogę i zsunęła obcasy ze zmęczonych stóp.
Rose postawiła przed nią szklankę z whisky i lodem, i sama się rozsiadła w drugim krześle.
- No, opowiadaj. Co to za ludzie?
- To Ty nic nie wiesz? Stocker postanowił zrobić czystkę w mieście. Wysłał za nami Czyścicieli, wszędzie w mieście czuć ich smród. Myśli, że jest taki sprytny i nas zaskoczy.
- Piekielny Stocker, zawsze musi popsuć nam szyki. Z Czyścicielami na karku nie mamy szans dorwać John'a. I tak trudno go wytropić, a ich odór zaciera wszystkie ślady. A masz jakieś wiadomości? Dylan znalazł coś po ciemnej stronie miasta?
- Nie wiem kochana. Dawno go nie widziałam - Anabel posmutniała. Skryła twarz w dłoniach, kciukami rozmasowując skronie. - Od chwili, gdy Dylan pracuje po ciemnej stronie nie mamy dla siebie zbyt wiele czasu.
- Nie martw się, to nie potrwa zbyt długo. Dorwiemy John'a, a Wy znowu będziecie tą słodką parką co wcześniej. - Rose uśmiechnęła się głupkowato.
- A oberwałaś kiedyś porządnie? - Anabel klepnęła ją w ramię - Dobra skupmy się na ważniejszych sprawach. Jesteś tu bezpieczna, nikt nie wie, że tu mieszkasz.
Nagle jak na komendę, na klatce schodowej rozgległ się rumor. Drzwi otworzyły się z impetem, a do środka wpadł wysoki mężczyzna.
~.~.~.~.~.~.~.